|
Wstęp
Preludium
Przebieg walk
Po bitwie
Zdjęcia
Inne
|
Walki o Królewiec
W Królewcu 35-tysięczna załoga, wykorzystując umocnienia ziemne i forty
zbudowane w drugiej połowie XIX w., zdołała wywalczyć miastu odroczenie wyroku,
gdy 19 lutego przeprowadził kontratak, otwierając lądowy korytarz na zachód.
Umożliwiając w ten sposób dotarcie do portu w Pilawie przynajmniej 100 tyś.
cywilów, skąd przewieziono ich morzeni do chwilowo jeszcze bezpiecznych miejsc.
Na krótko do Królewca powróciły niemal pokojowe warunki; przywrócono dostawy
wody, gazu i elektryczności, ponownie otworzono restauracje i kina, a z okolicy
spędzono stada bydła.
W tym czasie, gdy dzieci w Królewcu wykorzystywały nietypowo łagodną zimę, aby
bawić się w miejskich parkach, Rosjanie pod nadzorem marsz. Wasilewskiego
przygotowywali szczegółowy plan szturmu miasta. Wasilewski przejął dowodzenie 3
Frontem Białoruskim po śmierci błyskotliwego młodego Czerniachowskiego, który
zginął 18 lutego zabity odłamkiem pocisku, jadąc na stanowisko dowodzenia 3
armii Gorbatowa. Jego następca skoncentrował na odcinku królewieckim cztery
armie (39, 43, 50 i 11 gwardii) i niespotykane uderzeniowe siły lotnicze,
liczące 870 myśliwców, 470 szturmowców i 1124 bombowce, z których większość
została ściągnięta z odwodów Stawki. Lotnictwem dowodził marsz. A. Nowikow,
organizator operacji lotniczych w czasie bitew pod Stalingradem, Kurskiem i na
Białorusi.
Szturm Królewca rozpoczął się 2 kwietnia potężnym przygotowaniem artyleryjskim,
które osiągnęło szczytowe natężenie cztery dni później. Artyleria druzgotała
niemieckie pozycje obronne, grzebała pod gruzami cale kompanie, niszczyła system
łączności. Eksplodowały składy amunicji. Wielki całun dymu zawisł nad
śródmieściem Królewca, którego ulice były pełne kawałków tynku, dymiących wraków
pojazdów, trupów koni i ludzi.
W lawinie bomb i pocisków miasto stanęło w płomieniach. "Pozycje niemieckie
zostały zmiażdżone, transzeje zasypane, strzelnice rozwalone, całe kompanie
pogrzebane żywcem. Zniszczono system łączności, podobnie jak i składy amunicji.
Chmury dymu rozciągały się nad głowami tych, którzy przeżyli. Ulice pokrywał
gruz, wypalone pojazdy, padłe konie i ludzkie szczątki".
Dwa dni później miasto zostało odcięte od pozostałych niemieckich wojsk
walczących na Półwyspie Sambijskim. Jego los był już przypieczętowany. Gen.
Muller, dowodzący całym sambijskim sektorem, poinformował komendanta miastu,
gen. Otto Lascha, że pod żadnym pozorem nie powinien podejmować jakiejkolwiek
próby przedarcia się z miasta. Jedynie kilka jednostek zostało wyznaczonych do
ponownego przebicia i utrzymania korytarza, przez który mogłaby uciec reszta
ludności cywilnej Królewca. O świcie 9 kwietnia planowana ewakuacja
przekształciła siew krwawy chaos, gdy długa kolumna cywilów podążająca drogą w
stronę Pilawy została potraktowana jako cel przez nieprzyjacielskie moździerze i
katiusze. Próba ewakuacji garnizonu na Zachód, wraz z tłumami zrozpaczonych
cywilów zakończyła się masakrą. Ci, którzy się uratowali, mieli jedno wyjście -
powrót do płonącego miasta.
Lasch był teraz w rozpaczliwej sytuacji. W początkowej fazie bitwy zła pogoda
zatrzymała na lotniskach samoloty Nowikowa, ale 7 kwietnia niebo się
przejaśniło, pozwalając ciężkim bombowcom eskortowanym przez myśliwce na
bombardowanie ostatnich ośrodków oporu Królewca.
Rankiem 10 kwietnia, gdy białe flagi powiewały już i okien ocalałych domów,
Lasch zdecydował zakończyć to, co potem określił jako "bezsensowną ofiarę
kolejnych tysięcy moich żołnierzy i cywilów ..."W związku z tym postanowiłem
zaprzestać walki i skończyć ten koszmar".
Podczas gdy gen. Lasch kapitulował, grupa niezłomnych wybrała śmierć z bronią w
ręku w starym zamku.
Kiedy z górą 30000 Niemców szło do niewoli, wojska sowieckie przystąpiły do
regularnej grabieży, "wyrzucając przez okna instrumenty muzyczne, sprzęt
kuchenny, obrazy, chińską porcelanę... Włóczący się po ulicach pijani żołnierze
strzelali na oślep. Próbowali dosiadać rowerów, z których, półprzytomni i
okrwawieni, staczali się do rynsztoków. Opierające się i płaczące kobiety oraz
dziewczynki wciągano do domów; zagubione dzieci poszukiwały rodziców".
Marsz. Bagramian obserwował wprowadzenie wziętych do niewoli niemieckich
generałów na stanowisko dowodzenia Wasilewskiego:
"Jeńcy weszli i w milczeniu stali przed nami, pochyliwszy głowy. Szczególnie
przygnębiony był komendant. Domyślaliśmy się, że przyczyną tego przygnębienia
jest nie tylko fakt oddania się do niewoli, ale także coś innego. Z nasłuchów
radiowych wynikało, że wściekający się fuhrer uznał Lascha - z powodu poddania
twierdzy - za zdrajcę i rozkazał aresztować jego rodzinę. Niebezpieczeństwo,
jakie zawisło nad jego najbliższymi, musiało, rzecz jasna, przygnębić go".
Marszałka Bagramiana oczekiwała niespodzianka. "Pod koniec przesłuchania
marszałek Wasilewski zapytał jeńców, czy znają radzieckich dowódców. Ku naszemu
zdziwieniu nie byli oni w stanie wymienić - oprócz marszałków Woroszylowa,
Budionncgo i Timoszenki- ani jednego nazwiska radzieckich dowódców, których
wojska bezlitośnie biły ich sławetne armie, od Moskwy i Stalingradu poczynając.
Nie wytrzymałem i zapytałem, czy znają choćby takich dowódców, jak Żuków,
Wasilewski, Rokossowski, Koniew. Jeńcy spojrzeli po sobie i milczeli. Po chwili
milczenia stropiony Lasch powiedział, że po raz pierwszy usłyszał o marszałku
Związku Radzieckiego Wasilewskim w związku z jego ultimatum wystosowanym do
garnizonu Królewca. Widocznie nie wszyscy generałowie niemieccy mieli dostęp do
informacji, jakie zdobywały różne rodzaje rozpoznania III Rzeszy, ponieważ nie
ulega wątpliwości, że dane dotyczące radzieckich generałów były w dyspozycji OKW
i OKH. W odróżnieniu od generałów niemieckich radzieccy generałowie, a także
pozostali oficerowie, w ciągu całej wojny starali się poznać nie tylko nazwiska
i stopnie tych dowódców, których wojska mieli bić, ale także - i to przede
wszystkim - informacje o tym, do czego każdy z nich jest zdolny, czego można od
niego oczekiwać, i to w każdej sytuacji".
źródło: Philippe Masson - "Historia Wehrmachtu 1939-1945"
Robin Cross - "Strącony Orzeł"
|
|