Pomorze 1945
[Strona główna] [Fortyfikacje] [Forum] [Mapy archiwalne] [Księga gości] [Chat]

Wstęp

Preludium

Przebieg walk

Po bitwie

Zdjęcia

Inne

Kriegsmarine

Od samego początku walk w Zatoce Gdańskiej Kriegsmarine skoncentrowała tu znaczne siły, wypracowywała nowe metody ostrzału celów lądowych. Pancernik ,,Lutzow", ciężkie krążowniki„Admirał Scheer", „Prinz Eugen" oraz lekki krążownik „Leipzig", niszczyciele "Z-31", „Z 34", pływające baterie artylerii „Soemba", „Nienburg", oraz torpedowce „T 23", „T 28", stawiające w razie potrzeby zasłony dymne (tak było w walkach o Gdynię 26 marca) — wszystkie one wykonywały zadania artyleryjskie na rzecz VII korpusu pancernego, broniącego się z determinacją przeciw atakom oddziałów 19 armii. Na czele silnego zespołu okrętów ostrzeliwującego Oksywie stał obok wiceadmirała Thiele wiceadmirał Bernhard Rogge. Dowodził teraz w Zatoce Gdańskiej okrętami, których ogień miał stanowić tamę dla wojsk radzieckich. Do ciężkich okrętów, stanowiących trzon jego „Kampfgruppe", dowództwo Kriegsmarine dodało mu kilka jednostek, określanych w skrócie SAT , czyli ciężkich okrętów artyleryjskich oraz promów artyleryjskich, jednostek o nowej sylwetce, właściwie pływających baterii — które nadawały się przede wszystkim do zwalczania celów naziemnych. Dowództwo „Kampfgruppe Rogge" przeznaczyło im zadanie zarówno artyleryjskie, jak i — w razie potrzeby — ewakuacyjne. Rogge z niepokojem śledził działania swych okrętów pod Oksywiem. Gdy na dwa dni przed 28 marca okręty artyleryjskie „Soemba", „Jost" i „Nienburg" podeszły pod Oksywie dla zabrania części żołnierzy i uciekinierów, zostały natychmiast nakryte ogniem artyleryjskim oraz katiusz; nad Oksywiem widać było świetlne łuki salw moździerzy rakietowych, burzę wybuchów i krwawych blasków. Na dobitkę, na zdobytym wraku pancernika „Gneisenau" Rosjanie ustawili potężny reflektor i klingą światła mierzyli teraz w stronę oksywskiego cypla, czyniąc na przybrzeżnych wodach z nocy dzień.
Thiele i Rogge znajdowali się w samym środku wydarzeń Zatoki Gdańskiej, a ostatniego dnia marca, w Wielką Sobotę i w pierwszy dzień Wielkanocy ruszyły do ataku bombowce 4 armii powietrznej. Ataki szły falami, w ciągu jednego tylko dnia, lotnicy sowieccy startujący ze zdobytych lotnisk wykonywali po kilka ataków na ciężkie okręty.
Pierwszego kwietnia „Prinz Eugen" ciężki krążownik, który ongi towarzyszył „Bismarckowi" w jego pierwszym i ostatnim atlantyckim rejsie, otrzymał cios bombą, określaną potem przez świadków wydarzenia jako rakietowa. Były uszkodzenia i straty w ludziach. Podobne ciosy spadły na pancernik ,,Lutzow". Na wodach Zatoki Gdańskiej, musiał się zacięcie bronić przed falowymi atakami bombowców. Rogge i Thiele mieli zresztą inne zmartwienia. Na niektórych okrętach lufy dział dobiegały kresu wytrzymałości technicznej, a zaplecze nie mogło wykonać rozkazu Hitlera z 14 marca o wznowieniu produkcji ciężkich pocisków. Dobrze choć, że Wermacht gdzieś wynalazł prawie dziewięćset pocisków odłamkowo-burzących dla pancernika „Schlesien" i ponad dwa i pól tysiąca przeciwpancernych dla „Lutzowa"... Dwadzieścia trzy w sumie naloty spadły w tych dniach na ciężkie okręty niemieckie, próbujące wspierać oddziały walczące na lądzie. Jednak żaden okręt nie został zatopiony.
 

ostatnia aktualizacja 17-VI-2005. © K N