|
Wstęp
Preludium
Przebieg walk
Po bitwie
Zdjęcia
Inne
|
Hel po wyzwoleniu
"Wśród min i bunkrów"
(Artykuł w całości pochodzi pierwszego powojennego numeru Dziennika Bałtyckiego
z dnia 19 maja 1945 r.)
Mozolna i długa jest jazda na Hel. Wąska, piaszczysta droga z trudem pomieścić
może dwa mijające się samochody. W ciągu tygodnia szły tędy wojska niemieckie.
Porzucane koce, płaszcze, bagnety, plecaki znaczą całą trasę marszu odwrotowego.
Niemców z Helu aż po Wielką Wieś i dalej w stronę Pucka. Dopiero obecnie, gdy
140 tysięczna armia opuściła półwysep można się pokusić na zwiedzenie Helu.
Pierwszy etap drogi wiedzie z Wielkiej Wsi do Chałup. Po prawej stronie zatoka -
białą pianą bryzgają fale w umocnienia przybrzeżne, w oddali widać Puck i sine
kontury Gdyni. Na lewo cmentarzysko lasu. Pokotem leżą olbrzymie sosny, brzozy
zgięte ku ziemi, poprzestrzelane. młode świerczki sterczą żałośnie kikutami
gałęzi. Zasieki z drutów kolczastych i rowy tworzyły tu graniczną linię między
pozycjami wojsk sowieckich i niemieckich. Nad brzegiem morza pas bunkrów. Droga
jest tak wąska, że samochód niemalże ociera się o napisy: ..Uwaga miny" -cały
teren półwyspu jest silnie zaminowany. 3 bataliony niemieckie pracowały przy
zaminowywaniu Helu -obecnie niemieccy saperzy stopniowo miny usuwają.
Pośród zniszczonych drzew mogiły poległych, gdzieniegdzie niepochowane zwłoki
żołnierzy, trupy końskie i dużo bezpańskich wałęsających się psów. W pobliżu
Chałup mijamy pierwszy przekop, rów parometrowej szerokości, ciągnący się od
morza do zatoki. W razie potrzeby woda, zalewając rowy miała odciąć półwysep od
lądu.
Przejeżdżamy obok wielkich składów amunicji. Ułożone warstwami leżą karabiny,
naboje, pociski. W pośród wykarczowanego lasu stoją armaty. Wszędzie rozrzucone
hełmy, manierki, bagnety. Z grozą zniszczenia niefrasobliwie kontrastują
kolorowe leżaki i wygodne fotele, wystawione przed żelbetonowe bunkry.
Chałupy - wioska rybacka uległa całkowitemu zniszczeniu. W ruinach domów wiatr
rozwiesza strzępki sieci rybackich, wśród zgliszczy różowieje kwitnąca jabłonka,
a zapach spalenizny miesza się z wonią wiosennej zieleni.
W drodze do Kuźnic mijamy zapory, rowy przeciwtankowe, których przedłużenie
stanowią lokomotywy wpierające się długim szeregiem w morze.
W Jasiami zaczyna już powoli budzić się życie. Urzęduje wójt, widać milicjantów.
Na schodkach domów przysiadły szare grupki cywilów z tłumoczkami, wózkami - to
niemiecka ludność cywilna, którą w ilości 25 tysięcy ewakuowano z Helu. Oprócz
ludności niemieckiej idą również jeńcy z obozu helskiego, do którego Niemcy
zwieźli ludzi z obozów w północnych Niemczech.
Na samym cyplu rozrzucone są bunkry - małe miasteczko, w którym ostrożnie trzeba
lawirować wśród ostrzegających napisów: „miny". Niektóre ziemianki urządzone
niemalże komfortowo: prycze kompletnie zasłane, na stołach serwety, półki z
książkami, apteczki.
W bunkrze oficerów sztabowych pod pryczą znajdujemy mapy, zmięte, rzucone w
pośpiechu, na stole lornetka, papiery służbowe. W przeciwieństwie do tego,
ziemianki jeńców są nędzne - w słomianym barłogu strzępki szmat, wokół
obozowiska garnki, łopaty. Ludzi nie widać wcale. Od czasu do czasu na ścieżce
mignie sylwetka żołnierza. Wiatr morski rozrzuca strzępy listów, fotografie,
karty do gry - mizerne szczątki butnego władztwa hitleryzmu na naszej ziemi.
Dziennik Bałtycki 19-05-1945
|
|