Pomorze 1945
[Strona główna] [Fortyfikacje] [Forum] [Mapy archiwalne] [Księga gości] [Chat]

Wstęp

Preludium

Przebieg walk

Po bitwie

Zdjęcia

Inne

Exodus

W kampanii o prowincje wschodnie dopuszczono się okrucieństw. Zasięg dezorganizacji niemieckiej obrony i szybkość rosyjskiego natarcia doprowadziły do znacznego rozluźnienia dyscypliny w Armii Czerwonej. Jej żołnierze dokonywali obecnie krwawej zemsty za zbrodnie popełnianie przez niemieckich okupantów na terenach ZSRR. Nazistowska ideologia sprawiła, że wojna na Wschodzie była prowadzona z niezwykłym okrucieństwem. Celem Hitlera było nie tylko obalenie „żydowsko-bolszewickiego" rządu Związku Radzieckiego, ale również zniewolenie ogromnej rzeszy słowiańskiego i azjatyckiego „materiału ludzkiego" lub zepchnięcie go na pustkowia, poza wałami obronnymi niemieckiego imperium. Rzezie, zarówno przypadkowe, jak i zorganizowane, były na porządku dziennym, a radzieckich żołnierzy oraz cywilów masakrował i Wehrmacht, i Einsatzgruppen (grupy operacyjne), jednostki SS, które krążyły po tyłach, dokonując egzekucji na Żydach i innych niearyjskich mieszkańcach terenów okupowanych. Cywilom, którym udało się uniknie egzekucji, zawsze groziło niebezpieczeństwo stania się ofiarą jednej z operacji przeciwpartyzanckich albo łapanek na roboty przymusowe do Rzeszy. Armia Czerwona pomściła te okrucieństwa. Niemcy, którzy ocaleli pod Stalingradem, powędrowali do niewoli gromadami równie posępnymi, jak długie kolumny Rosjan, których prowadzono na zachód po likwidacji wielkich kotłów z 1941 roku. Ze 108 tyś. żołnierzy wziętych do niewoli pod Stalingradem wojnę przeżyto zaledwie około 5 tysięcy. Ze strachu przed nadciągającym ze Wschodu żołdactwem uciekło 8 mln ludzi. To, czego jesienią 1944 r. doświadczyły Prusy Wschodnie, było niczym w porównaniu z wydarzeniami do jakich doszło w zimie. W czasie przerażającej ewakuacji, prowadzonej w mroźnych temperaturach, przeszło 2 mln ludzi zmasakrowano w szczególnie bestialski sposób. Kolumny uciekinierów ostrzeliwano z broni maszynowej i miażdżono gąsienicami czołgów. Całe rodziny palono żywcem w ich domach. Kobiety gwałcono i krzyżowano na drzwiach stodół. Dzieci wrzucano do świńskich koryt.

Na początku 1945 roku niewielu czerwonoarmistów, bez względu na stopień, nie miało z Niemcami jakichś prywatnych porachunków ... Sam Stalin stracił syna, Jakowa, który wpadł w niemieckie ręce. Gen. pik Rybałko, dowódca 3 armii pancernej gwardii we Froncie Koniewa, stracił córkę, która zaginęła w 1942 roku na Ukrainie. W jednym tylko pułku jego armii było 158 żołnierzy, którzy utracili bliskich krewnych, zabitych lub zamęczonych przez Niemców; 56, których rodziny wywieziono na roboty przymusowe, i prawie 450, którzy utracili swoje domostwa. Na Śląsku radziecki oficer, Michait Koriakow, napotkał stado bydła pędzone na radzieckie tyły:„Zwierzęta te zostały zgromadzone przez specjalne oddziały żołnierzy. Miały ogromne znaczenie dla Armii Czerwonej, ponieważ Rosja od dawna na skutek biedy nie mogła wyżywić swoich żołnierzy i była uzależniona od amerykańskich dostaw żywności oraz od polskiego zboża ... Nagle inny oficer wyciągnął nóż, podszedł do krowy i zadał jej śmiertelny cios w podstawę czaszki. Nogi zwierzęcia ugięty się i wkrótce ono upadło, a reszta stada spłoszyła się i uciekła, rycząc szaleńczo. Oficer wytarł ostrze noża o cholewę buta i oznajmił: <<Ojciec napisał mi, że Niemcy zabrali nam krowę. Teraz jesteśmy kwita ..>>" Na Śląsku gniew Rosjan podsyciło odkrycie większych i mniejszych obozów zagłady oraz podżegające artykuły Ilji Erenburga, które rozpowszechniano wśród żołnierzy. Niemieckich cywilów zabijano z równym brakiem skrupułów jak krowę, o której pisał Koriakow. Wspominał on:„Ludność Kluczborka porzuciła miasto. Pozostał tylko jeden głuchy starzec. Oficerowie pułku zapasowego cały czas sprzeczali się, czy powinni spalić miasto, czy zabić staruszka. Potem dowiedziałem się, że został zamordowany. W innym mieście widziałem zwłoki kobiety. Leżała w poprzek łóżka z rozrzuconymi nogami. Sukienkę miała podwiniętą do ramion, a w jej brzuchu tkwił trójkątny bagnet, przyszpilając ciało do materaca".

Koriakow doskonale znał dowcip krążący w 1945 roku w Armii Czerwonej. Pierwszy rzut odbiera zegarki, tak cenione przez rosyjskich żołnierzy, drugi zajmuje się kobietami, a trzeci rabuje to, co zostało.„Piechur wchodzący do nieprzyjacielskiego miasta nie ma czasu na dziewczyny, musi ścigać nieprzyjaciela. Ci, którzy idą w pierwszej fali, mają zaledwie dość czasu, żeby "pozbierać" zegarki i biżuterię. Drugi rzut, który wspiera natarcie, już się tak nie śpieszy i żołnierze mogą bez pośpiechu poszukać dziewczyn. Ci, którzy idą w trzeciej fali, nie znajdują już kosztowności ani nietkniętych kobiet, ale przeczesują miasto i napychają walizki męskimi oraz damskimi ubraniami" . Koriakow widział czołgi tak wypełnione łupami, że załogi ledwo mogły poruszać się w ich wnętrzu i nie były w stanie przystąpić do walki. „Słyszałem opowieść o załodze czołgu, która upiła się do tego stopnia, że skierowała swój czołg na pierwszą linię, otworzyła ogień do rosyjskich jednostek, zniszczyła stanowisko artyleryjskie i rozjechała jedno działo". 27 stycznia Koniew wydał drakońskie rozkazy, które miały przywrócić dyscyplinę, a winnych rozprzężenia oficerów posłał do sztrafbatów. Dbający o fason marszałek zabronił również noszenia zagrabionych kapeluszy i parasoli. Opowieści o rosyjskich barbarzyństwach docierały z frontu do Rzeszy. Vera Bockmann, Australijka urodzona na Śląsku, która wyszła za niemieckiego marynarza i zamieszkała w Berlinie, wspomina:„O zbliżających się Rosjanach myślano z lękiem, ponieważ krążące pogłoski przepowiadały, że zgwałcą wszystkie kobiety i pozabierają dzieci. Inni nie traktowali tego aż tak pesymistycznie. Na naszej ulicy była rodzina, która uciekła ze Śląska i została po drodze zabrana przez rosyjski czołg. Żołnierze dzielili się z nią jedzeniem, a kiedy natrafili na innych uchodźców, pożegnali się z uratowanymi serdecznie. To była historia, jaką chciałam słyszeć, ale z równie wiarygodnych źródeł nadchodziły zupełnie inne opowieści. Najlepiej było nie wierzyć w żadną z nich". Ci, którzy znajdowali się bliżej frontu, wierzyli w każde usłyszane słowo. Rosyjskie szaleństwo umocniło determinację grenadierów ludowych i żołnierzy Volkssturmu, szykujących się do stoczenia ostatniej bitwy w wojnie na terenie Europy. Wszystkie przekazy mówią o masowych egzekucjach jeńców, które często poprzedzały tortury. Tak było w Żaganiu, w którym Niemcy, wiedząc o wymordowaniu ludności cywilnej, wybili sowieckich jeńców ciosami łopatek i karabinowych kolb.
W ruinach Strzegomia żołnierze 208 dywizji piechoty odnaleźli zaledwie garstkę koczujących, zupełnie zdziczałych ludzi. "Po tym, co ujrzeliśmy w Strzegomiu - relacjonował jeden z nich - nie mogło być mowy o litości, Kiedy dowództwo domagało się zachowania dyscypliny, odpowiedź żołnierzy była jednobrzmiąca: <<Po tym, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy w Strzegomiu, bezcelowe jest żądanie, abyśmy brali jeńców>>".

Nie można pomijać skutków twardej, posuniętej do okrucieństwa dyscypliny. W Prusach Wschodnich gen. Rendulic zapowiedział dowódcom pułków i batalionów, że ponoszą odpowiedzialność za opuszczenie każdej "piędzi ziemi". Pewnego kapitana rozstrzelano za wycofanie się o dwa kilometry. Powołano lotne sądy doraźne, aby oczyścić tyły. Każdego żołnierza, złapanego na zapleczu, jeśli nie był ranny, natychmiast sądzono i rozstrzeliwano. W Gdańsku młodych żołnierzy obrony przeciwlotniczej stracono za udanie się z wizytą do rodziców. Specjalne oddziały SS buszowały na tyłach w poszukiwaniu prawdziwych i urojonych dezerterów.

źródło: Philippe Masson - "Historia Wehrmachtu 1939-1945"
Robin Cross - "Strącony Orzeł"

ostatnia aktualizacja 17-VI-2005. © K N