|
Wstęp
Preludium
Przebieg walk
Po bitwie
Zdjęcia
Inne
|
Wzgórze Donas
[lokalizacja
w Google Maps ]
Góra Donas położona niedaleko Koloni Chwaszczyńskiej odgrywała bardzo ważną
rolę w niemieckim systemie obrony. Była ona najwyższym punktem w okolicy. Jej
szczyt znajdował się na wysokości 205,3 metrów nad poziomem morza, dzięki czemu
stanowiła ona doskonały punkt obserwacyjny. Ponadto góra Donas zabezpieczała
Gdański Rejon Umocniony przed rozbiciem go na dwie części. Dopóki bronili się na
niej Niemcy, nie było mowy o wyprowadzeniu przez Rosjan ataku w kierunku
Brodwina i Wielkiego Kacka.
Góra Donas została przystosowana do samodzielnej obrony. Z powodu zbyt późno
rozpoczętej budowy umocnień nie została ona połączona z pasem obrony Gdyni.
Wokół niej zostały wybudowane cztery linie transzei, do których dostępu broniły
zasieki z podwójnego drutu kolczastego, wzmocnione spiralami „Bruno". Umocniony
rejon Kolonii Chwaszczyńskiej broniony był przez 366 pułk grenadierów 227
dywizji, dowodzony przez 29-Ietniego oberstleutnanta Schewe, który na froncie
wschodnim odniósł już 12 ran.
Przebieg krwawych walk o górę Donas najlepiej obrazuje cytat z książki Zbigniewa
Flisowskiego „Pomorze”: „Około południa dnia 15 marca zaczęła się krwawa
rozgrywka o te najwyższe w okolicy wzgórza, o rozstrzygającym znaczeniu dla
całego przyczółka gdańsko-gdyńskiego, bronionego przez 2 armię niemiecką. W
sztabach nerwowo łączono się ze stanowiskami artylerii. Na stanowisku dowodzenia
dywizji artylerzysta w mundurze kapitana marynarki począł przekazywać dane do
okrętowych central artyleryjskich. Przez wody Zatoki Gdańskiej równolegle do
brzegu szedł wolno, „małą naprzód", ciężki krążownik „Prinz Eugen" o jasno
pomalowanych burtach. Za nim w szyku torowym żłobiły fale dwa ciężkie
niszczyciele najnowszego typu, uzbrojone w działa 150-milimetrowe. Wieże
okrętowe rozpoczęły już prawie niedostrzegalny pląs luf, które reagowały na
napływające dane. Miały oto prowadzić ogień do czołgów, znajdujących się w
ruchu. Pierwszy raz okręty strzelały w Zatoce Gdańskiej 10 marca na dalekie
przedpola Gdańska. Ich ogień kierowany był przez stanowiska obserwacyjne
artylerii przeciwlotniczej — położone 15 kilometrów w głębi lądu. Odległość od
celu wynosiła wówczas 21 kilometrów. Teraz cel jest bliżej — jakieś 12—13
kilometrów. W centralach, w wieżach artyleryjskich pojawiają się błękitne
światełka, a równocześnie z dźwiękiem buczka salwy idą w powietrze, spowijając
okręty w chmurze dymu. Szosa, rowy, pola wokół czołgów kotłują się od wybuchów.
Straty są ogromne. Okręty niemieckie meldują tego dnia zużycie między innymi
5600 granatów 120-milimetrowych i 19000 pocisków kalibru 105 milimetrów!
W nocy na niemiecką pozycję 205,8 o rozpoznanych w walce stanowiskach rzucają
się dwie brygady radzieckie: 2 zmechanizowana oraz świeżo wprowadzona do boju 18
brygada pancerna ze składu 3 korpusu pancernego. Bataliony czołgowe i fizylierów
uderzają koncentrycznie. Udało im się obejść kompleks umocnień od południa, ale
tu zatrzymał je ogień artylerii ze wzgórza położonego już w Wielkim Kacku i góry
położonej nad torem kolejowym biegnącym w głębokim wykopie . Ataki i kontrataki
niemieckie zmieniały się w jakiejś szalonej sekwencji, wśród martwego światła
rakiet i wśród niepewności, która towarzyszy walce nocnej. Bój o wzgórze toczył
się wśród krańcowego napięcia woli obu stron. Wreszcie udało się żołnierzom
radzieckim wyrzucić Niemców z pierwszej linii okopów w bezlitosnej walce na
śmierć i życie, bo takim jest bój z bliska — już nie na działa czy karabiny
maszynowe, ale na pięści, bagnety i kolby.
W okrutnym zmaganiu kompanie 366 pułku grenadierów 227 dywizji i batalionu
marynarzy zostały wyparte tej nocy na drugą linię okopów. A o tę z kolei nad
ranem zaczepiła się pierwsza kompania pierwszego batalionu fizylierów brygady
zmechanizowanej. Kronikarze tej walki piszą, że na drugiej transzei ustawiono
dwa ciężkie karabiny maszynowe, które prowadziły ogień, dając wsparcie atakowi
na trzecią linię okopów, biegnącą przez zbocze wzgórza.
17 marca Niemcy bronią się zażarcie na czwartej i ostatniej linii okopów,
opasujących wieńcem szczyt wzgórza, umocniony bunkrami. Tego dnia Niemcy
kontratakują raz za razem, ale już słabiej. Dowódca 366 pułku zostaje ranny
jeszcze dwukrotnie, po raz trzynasty i czternasty. Ten czternasty odłamek,
spowodował jednak „knockdown", z którego Schewe już nie mógł się otrząsnąć —
dowództwo 366 pułku objął adiutant dywizji major Windschugel, który o 21.00
potwierdza przez radio obecność 366 pułku grenadierów na wzgórzu. W godzinę
później dowództwo 2 armii niemieckiej przyznaje mu wysokie odznaczenie — Krzyż
Rycerski. W dwie godziny później, podczas kolejnego ataku radzieckiego,
Windschugel ginie, śmiercią swoją zapowiadając finał.
Rano 18 marca, żłobiąc koleiny w rozmiękłej pomorskiej ziemi podciągają na linię
najcięższe działa SU-152 z 1969 pułku artylerii samobieżnej, zdolne rozbijać
swym ogniem umocnienia. Nie boją się nadto ciosów artylerii przeciwpancernej,
zadawanych ogniem na wprost. Gdy same strzelają ogniem bezpośrednim, ziemia
drży, a patrzącym z boku wydaje się, że przemienione w kule ogniste same są
eksplozją...
Jeden po drugim bunkry niemieckie, otrzymujące straszliwe ciosy z najbliższej
odległości, porozrywane, powbijane w ziemię, milkną po kilkunastu minutach.
Cisza śmierci ogarnia pole walk. Kto przeżył, wychodzi z podniesionymi rękami z
ostatnich okopów. Na zboczach wzgórza gęsto leżą polegli i dymią rozbite czołgi.
Dziesięć dział, szesnaście moździerzy i dwadzieścia karabinów maszynowych tracą
tu Niemcy. Trzystu żołnierzy z 366 pułku grenadierów schodzi ze zbocza — już bez
hełmów bez broni... ”

Obecnie po umocnieniach na górze Donas pozostało niewiele śladów. Do dziś
zachowały się resztki trzeciej i czwartej linii transzei. Pozostałe linie
zostały zasypane, znajdują się na nich pola uprawne. Podobno jeszcze parę naście
lat temu na zboczu góry znajdował się wrak radzieckiego czołgu. Istnieją pewne
wątpliwości związane z opisywanymi w powyższym cytacie czterema żelbetowymi
bunkrami, które miały rzekomo znajdować się na szczycie góry. Nie zachowały się
po nich żadne ślady i tak do końca niewiadomo czy faktycznie tam się kiedyś
znajdowały. Większa część góry jest obecnie porośnięta młodym lasem sosnowym. W
północno-wschodniej części kompleksu znajduje się stary, zarośnięty cmentarzyk,
na którym jeszcze w okresie wojny była chowana ludność Koloni Chwaszczyńskiej
|
|